Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

obrączka – czy tylko złoty krążek?

Na ślubie kościelnym mówimy „przyjmij te obrączkę jako znak mojej miłości i wierności”. W USC również nakładamy sobie obrączki jako symbol. Coraz więcej teraz różnych wzorów i nowoczesnych pomysłów jak upiększyć obrączki. Grawerunki, mieszane i coraz nowsze kruszce, wyryte tętno, dopasowanie dwóch obrączek jakby wyciętych z jednego krążka. Grube, cienkie, okrągłe, prostokątne lub coraz  bardziej wymyślne kształty. Z kamieniami lub bez. Reklamy, zniżki. Można wybierać niemal z tylu egzemplarzy co suknię ślubną. I po co to wszystko?
Obserwuję, że coraz więcej osób w związkach małżeńskich nie nosi obrączek, czasem nawet się tym szczycąc. Rozumiem sytuację gdy ktoś ma pracę w której obrączka mogłaby przeszkadzać, a nawet stwarzać niebezpieczeństwo. Z drugiej strony ten złoty krążek nie uchroni przed pokusą i możliwością skorzystania z okazji jeśli ktoś będzie chciał. Ale mimo wszystko powinien znaczyć „on/ ona jest zajęty/a”.

Zastanawiam się gdzie te czasy kiedy można było poznać właśnie po obrączce kto jest mężem, żoną, a nawet wdową lub wdowcem(niektórzy do końca życia nie zdjęli obrączki, choć od śmierci małżonka minęło już tyle czasu, że mogli być drugie tyle szczęśliwi z kimś innym). W tej chwili już nawet palec na którym nosimy obrączkę nie stanowi symbolu. Choć podobno to, że reszta świata nosi na lewej ręce jest związane z tym, że tętnica z serdecznego palca lewej ręki idzie prosto do serca. Tylko dlaczego w dzisiejszym tak symbolicznym, zapatrzonym w symbole świecie, posługującym się skrótami i porozumiewającym obrazami, już nawet nie pełnymi zdaniami, niektóre tradycyjne symbole tracą na znaczeniu. Czy przestaniemy ubierać choinki i dekorować koszyki? A może w ogóle zaczniemy się ubierać wszyscy tylko w jeden kolor, jeść jedzenie z tubki dla kosmonautów, lub połykać pigułki. Za daleka interpretacja? Może po prostu jestem tradycjonalistką. 

środa, 30 stycznia 2013

partnerskim związkom stanowcze... TAK!

O, niespodzianka! Refleksje na temat wschechobecnego tematu, jakie mi się nasunęły. No bo właściwie... 
Co to jest?
  • mąż zmywa naczynia bo lubi, a żona nie musi bo nie lubi,
  • żona gotuje bo lubi i ją to odpręża, mąż po przyjściu  z pracy ma gotowy domowy obiadek, 
  • mąż wyrzuca śmieci, żeby żona się nie pobrudziła, nie zmarzła, nie poślizgnęła,
  • żona prasuje,
  • sprząta mąż albo żona no bo zależy kto ma więcej czasu, jest zdrowy, w lepszym nastroju, czy są sprzyjające okoliczności,
  • nikt nikogo do niczego nie zmusza, 
  • i mąż i żona komunikują swoje potrzeby,
  • podział obowiązków jest przeważnie stały i elastyczny w razie potrzeby,
  • proporcje rozmowy, seksu, wspólnego i odrębnego czasu są idealne, 
  • nie ma nieuzasadnionych podejrzeń,
  • nie ma powodów do niuezasadnionych podejrzeń, 
  • jest miłość, jedność, wierność, uczciwość, szczęście,
  • ...
Nic innego jak związek partnerski! A więc? Takim związkom partnerskim stanowcze TAK! 

Jednego w całym zamieszaniu nie rozumiem - po co parom heteroseksualnym ustawa o związkach partnerskich? Nie wystarczy im ślub? (cywilny)
A parom homoseksualnym? I tu już stanowcze nie. Ale nie o tym jest notka. 

wtorek, 8 stycznia 2013

mieć swoje miejsce

Dostałam dziś pieczątkę ze swoim imieniem, nazwiskiem i stanowiskiem Ucieszyłam się jak dziecko, choć uświadomiło mi to jedną rzecz. Przypomniałam sobie jak moja siostra zaraz po mojej wyprowadzcce zaanektowała mój dawny pokój. Podpisała wtedy biurko i tablicę korkową, oraz mówiła "nie bałagańcie w MOIM pokoju!". Poczuła, że ma miejsce do którego przynależy. Mnie dotychczas trochę brakowało tego w pracy. Nie miałam do końca ustalonych obowiązków na zasadzie, że wiem co będę robić jutro, zawsze to była dla mnie niewiadoma. Teraz mniej więcej wiem co czeka mnie na drugi dzień, mam numer telefonu, który odbieram, mam pieczątkę, szafę. Wiem do czego przynależę. 
Podobnie jest z parafią. To z kolei refleksja związana z dzisiejszą wizytą duszpasterską w naszym domku. Od kiedy tu zamieszkaliśmy i pierwszy raz psozliśmy na mszę do naszego kościoła parafialnego poczuliśmy, że to jest nasz Kościół, nasza wspólnota. Trafiliśmy na wspólnotę ojców Pallotynów i bardzo dobrze zorganizowanego proboszcza. Mamy łady, zadbany kościół i piękną szopkę. Lubimy tam chodzić, nie uciekamy. Jest dobrze. 

piątek, 14 grudnia 2012

Adwent

Chwalę sobie studiowanie na Wydziale Teologicznym. Myślę, że miało to duży wpływ na mój rozwój religijny, który według naukowców jest najpóźniejszy - około dwudziestego któregoś roku życia kształtuje się ostatecznie postawa religijna. We wszystkim co mnie spotkało przez 5 lat studiowania były też kolejne adwenty co i rusz inaczej przeżywane. Jutrznia, roraty, rekolekcje, śniadania i dyskusje. To wszystko sprawiło, że każde z moich ostatnich Bożych Narodzeń było inne i w inny sposób dla mnie prywatnie narodził się Jezus. Jedno co dziś szczególnie pamiętam to moment gdy po bardzo ciemnym (pozornie) wewnętrznie adwencie spojrzałam w oczy mojemu tacie przy dzieleniu się opłatkiem. Inne wspomnienie (odtworzone na podstawie starego bloga przy okazji jak onet przeniósł go na nową platformę) to Boże Narodzenie bez mojego, wtedy przyszłego, męża, kiedy czułam, że "domek nie jest w domu". Tym razem adwent pod znakiem zmiany pracy, nowych emocji, stresów, godzin zbyt wczesnych by iść na roraty oraz niemal równocześnie przyjazdu i pobytu Dziadków. Pojutrze trzecia niedziela adwentu co skłoniło mnie do refleksji czy nie zmarnowałam czasu. Czy wywieszenie i odcinanie dzwonków oraz spowiedź to nie za mało? Jednak bilans na dziś jest pozytywny. Odkryłam po co to wszystko było dla mnie  ( bo dla każdego z nas i wszystkich razem jeszcze inne korzyści by można było wyliczyć)- w zmaganiu się z samym sobą i dążeniu do świętości. Trening cierpliwości, wytrwałości, panowania nad sobą, wyrozumiałości i akceptacji niezmienialnego jest w toku. Postęp? 80 procent. Oby tak dalej! Czego i Wam życzę!

sobota, 8 września 2012

niezbadane są ścieżki Pana

Chciałam się podzielić z Wami dwoma, krótkimi wydarzeniami.

W tej samej poradni, o której w poprzednim poście, jeszcze chwilę przed tamtymi wydarzeniami, a mianowicie przed wejściem. Klucze mam, instrukcję otwierania też, nie było tylko osobistej próby i to był błąd. Stoję, męczę się i nie mogę otworzyć. Dobrze, że  byłam wcześniej bo inaczej klapa na całego. Męczę się i męczę - sięgam do torebki - jeszcze tego brakowało - zapomniałam telefonu - i kto mi teraz pomoże? Co można zrobić w takiej sytuacji? Myśl! Mam! Na pewno pomoże mi jakiś święty! tylko jaki? Wiem, no przecież - św. Piotr! zatem pomóż Piotrze! I co? Idzie sobie pan, rozpoznałam w nim kościelnego - chwała Panu, jestem uratowana! A co jak mnie nie pozna i nie wpuści? Spróbujmy - Szczęść Boże - czy może Pan mi pomóc? Tak? Dziękuję bardzo, o jakie to proste! 

A dziś? Postanowiłam pójść na mszę świętować urodziny Matki Bożej. Ponieważ to soboto, nie wstawałam o świcie, pójdę wieczorem pomyślałam. Zapomniałam tylko, że Kościół wieczorną mszą świętą sobotnią świętuje już niedzielę. Pomyślałam sobie najpierw - no tak - jutro znów to samo, te same czytania, szkoda trochę, tak lubię Matkę Bożą, lecz... Wychodząc już wiedziałam, że to był prezent dla mnie na urodziny - wszak niedzielna msza święta jest bardziej uroczysta - dzięki Ci Panie! :)

czwartek, 6 września 2012

Przygotowanie do małżeństwa


Od wczoraj zaczęłam prowadzić poradnię dla narzeczonych, czyli trzy spotkania z narzeczonymi w tak zwanym przygotowaniu bezpośrednim. W Poznaniu dwa pierwsze spotkania są zbiorowe, trzecie jest indywidualne. W parafii, którą objęłam raczej tłumów nie ma, obowiązują zapisy telefoniczne zatem na wczoraj zapisaną miałam jedną parę.
Ot pierwszy ciekawy przypadek. Mili, grzeczni ludzie. Radosna, energiczna para. Wchodzą, zaczynają opowiadać o sobie, dużo mówią, myślę sobie, będzie fajnie, pogadamy, nie będzie sztywno, są zainteresowani. Są razem od 10 lat, mają 4 letnie dziecko, sprecyzowane plany na życie, szkoda ich i mojego czasu... Mojego na pewno nie! ( myślę sobie) I po co to wszystko? Bo oni chcą w godzinę załatwić trzy spotkania? Bo u nich w parafii tak można. Zatem macie Państwo moje błogosławieństwo, decyzja należy do Was możecie iść do  siebie. Ja nie podpiszę swoim imieniem i nazwiskiem, że w godzinę jesteście przygotowani do sakramentu na całe życie. Mimo waszego dużego życiowego doświadczenia, a może właśnie dlatego, że je macie… Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

czwartek, 31 maja 2012

Królowa poszła do pracy...

i nie miała czasu napisać. W pierwszych dniach Król zauważył, że Królowa więcej się uśmiecha, jest radośniejsza. I rzeczywiście nastąpiła pewna odmiana. Królowa jeździ do pracy na rowerze, więc w drodze powrotnej odpoczywa i nabiera sił na następne obowiązki. O dziwo chce jej się gotować i sprzątać itp. itd. nie mniej niż zwykle, może dlatego, że to miła odmiana od ośmiogodzinnych obowiązków. Swoją pracę też Królowa polubiła, dostrzega bardzo wiele jej plusów, a pasje można realizować gdzie indziej(a także odkryć nową, choć jak dobrze poszukać to zawsze się znajdzie coś związanego). To co teraz robi też poniekąd związane jest z dziecięcymi marzeniami o palestrze(nie mylić z tą starożytną). Cieszy ją, że szybko się uczy, już dość dobrze orientuje, poznaje nowe czynności, nowych ludzi i ich zwyczaje, jest chwalona, a jej praca potrzebna i doceniana. Może polubić tą pracę i zamarzyć o zostaniu w niej na dłużej. Styl życia też już dało się dostosować do wczesnego wstawania i "skróconego" dnia. Jednak dość szybko przyszło powiedzieć nareszcie weekend... chociaż... nie przyszła jeszcze pora na nienawidzę poniedziałków. Suma sumarum jest dobrze. No i te już prawie wiszące firanki, które można sobie wizualizować w trudnych chwilach ;) p.s. dla zainteresowanych co dokładnie robi Królowa - otóż wcale nie jest to dalekie od obowiązków władcy - pisze, protokołuje, tworzy dokumenty, nosi akta, kseruje. Na razie to tylko staż, lecz liczy się doświadczenie i zdobycie dobrej opinii. Zdradzę Wam sekret ;) - bez nas sąd działaby o wiele gorzej, bo przecież gdyby wszyscy byli silni jak konie to nikt nikomu nie byłby potrzebny. 

środa, 9 maja 2012

TAG

Nominowana przez Żonę nikogo nie nominuję, ani pytań nie wymyślam, ale odpowiem :)

1. Gdybyś mogła przenieść się w czasie, gdzie byś się wybrała?
Czasy powieści Jane Austen.
2. Najbardziej niezwykła chwila w Twoim życiu...
Jak dotąd - Nasz ślub.
3. Czego się najbardziej boisz?
Wiele odpowiedzi przychodzi mi do głowy, mniej i bardziej prozaicznych. Pająków, ciemności, samotności, nagłej, bolesnej śmierci.
4. Wolisz kino czy teatr?
Teatr!!
5. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Czerwony.
6. Gdybyś mogła czytać w myślach innych, czy skorzystałabyś z tej możliwości? Dlaczego?
Chyba nie. Czasem może być taka pokusa, ale myślę sobie, że nie bez powodu tej umiejętności ludzie nie mają.
7. Ulubiona książka?
Ania na Uniwersytecie, Kłamczucha
8. Z jakim zwierzęciem mogłabyś się utożsamić?
Gdybym była czarną panterą lubiłabym się wygrzewać na słońcu, bywam niebezpieczna i nieprzewidywalna.
9.  Film, który najbardziej zapadł Ci w pamięć?
Skazani na Shawshank, Adwokat Diabła, Gran Torino, Szkoła Uczuć
10. Ulubiona zabawka z dzieciństwa?
Miś
11. Czy masz jakieś szczególne motto, którym kierujesz się w życiu?
KOCHAJ ŻYCIE!!


Jak ktoś chce niech się zabawi w te same pytania :)

czwartek, 22 marca 2012

Droga Krzyżowa

Jak na razie byłam tylko raz w tym roku. Byliśmy razem i to jest najważniejsze. Czy mało? A może dużo? Nie chciało mi się... Nie mogłam się skupić... A jednak wyszłam do domu pełna radości. Następnym razem chciałam iść, lecz... Wieszaliśmy suszarkę w łazience, szło sprawnie, dobrze, do czasu... Już wiedziałam, że nie zdążę... Zaczęłam się zastanawiać czy mąż poradzi sobie sam bo przecież i tak nie bardzo możemy się porozumieć... Wściekamy się o byle co... Zostałam... W innym miejscu mieszkania zajęłam się poszukiwaniem rozwiązania do dalszego etapu... Znalazłam... Końcówkę zrobiliśmy razem, już w harmonii... I tak to było z tą naszą drogą krzyżową, we dwoje, ukrzyżowaliśmy się dla siebie i zmartwychwstaliśmy... Podejść było jeszcze dwa... Żadne nie skończyło się w kościele... Lecz nie żałuję, bo poświęciłam coś dla czegoś innego, miałam swoją własną drogę krzyżową, z której potrafię wyciągnąć wnioski. Przede mną jeszcze dwie szanse... Nic nie obiecuję... Radość będzie większa z braku przymusu....

środa, 14 marca 2012

sialalalala :)

"wiem już czego chcę...nie żałuję ani dnia, nie żałuję ani chwili..."
"daj się lubić czym prędzej, łatwo rozgryźć się daj..."
"spytaj ją czy o czymś śni... ona kochać chce, bo po nocy nawet dla niej wstaje dzień..."
"gdy siebie samej we mnie brak, samej siebie żal, chcesz mnie całą jaką znasz, całej nie znam ja..."
"jeśli zawiodłam Ciebie tak jak nikt, jeśli kiedyś zamkniesz drzwi, wiedz, że chociaż gubię drogę, zawsze będę twą latarnią pośród mórz..."
"jest taka myśl co mrozi serce, jest taki strach co wiąże ręce, jest taka złość po której nie ma nic..."
"rozbijałeś mur i kopałeś w drzwi, dzień po dniu dodawałeś sił, aż w oczy zajrzał świat, który miał Twoją twarz..."

Hm... Urzekła mnie płyta Patrycji Markowskiej cytatami. Większość jej autorstwa, ale nie wszystkie. dobrana do tego muzyka (lub odwrotnie) sprawia, że chcę słuchać wciąż i wciąż... Lubię jak płyta okazuje się dobrym wyborem i słucha się jej sercem...
 
 
 
 
 

środa, 15 lutego 2012

dla miłośniczek prawdziwych mężczyzn

Kobieto! Denerwują Cię:

  • śmieci czekające na wyrzucenie
  • butelki i kartony oczekujące na recykling
  • sterta rzeczy do ominięcia idąc w nocy przez pokój
  • bałagan na szafce Twojego mężczyzny
  • skarpetki tu i ówdzie
  • cieknący kran
  • nienaprawione coś
  • piętrzące się rzeczy czekające na powieszenie
  • kuchnia zawalona brudnymi garami
  • ...
Musisz wiedzieć, że: PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA UWIELBIA WYZWANIA. Sterty, góry, piętra, płynący czas, a potem, nagle wszystko w mig znika. On to zrobi, prawdopodobnie nawet w najodpowiedniejszym momencie, musi tylko sam tego chcieć, nie może być poganiany, a na koniec ma prawo być pochwalony i doceniony. ON uwielbia wyzwania, coś musi być naprawdę duże, żeby opłacało mu się schylać, a jak już zrobi, to na 1 000 000 % dobrze, a nawet lepiej od Ciebie. Tylko GO kochaj, a będziesz zdrowsza i mniej siwa. 

czwartek, 9 lutego 2012

recepta

Myślę, że burza już przeszła. Mam ochotę na małe podsumowanie poprzedniej notki. Dopełniła tego znów piosenka ( z płyty, którą teraz Was pewno zamęczę w kilku notkach ;) ).
Oto recepta jaka powstała z moich i waszych myśli(w kolejności przypadkowej):

  • instynkt,
  • miłość,
  • akceptacja,
  • wolność,
  • Bóg,
  • przestrzeń,
  • przywiązanie,
  • bezpieczeństwo,
  • szczęście,
  • wsparcie,
  • doświadczenie,
  • zgoda z samym sobą,
  • ...
I tekst piosenki, niestety nie mogę znaleźć linka dla Was. Wiem, zarzuci mi ktoś pesymizm,albo brak wiary w świat lub niezdecydowanie bo czasem zdecydowanie wierzę w drugiego człowieka, albo ciągle wierzę w gnijący świat, tym razem to po prostu kontynuacja poprzedniej myśli i zasłuchanie w nową płytę :)

Jaśniejsze wstaje słońce nawet w słotę,

od chwili w której jesteś ze mną tu.
Lecz każdy dzień nasz to jest bój,
o Twoją radość, uśmiech Twój, 
synku mój.



W kamiennej dżungli przyszło nam zamieszkać.
W kamiennej dżungli, w której prawa wilcze.
Tu dobro zamieniają w zło, 
czy w swe serduszko przyjmiesz to,
synku mój.



Z uczciwością zrobić co, 
w dżungli, w której cnotą zło,
zaciśniętą czci się pięść, 
czy podłości uczyć mam byś bezbronnym nie był gdy, 
będziesz sam...



Jaśniejsze wstaje słońce nawet w słotę,
od chwili, w której jesteś ze mną tu.
Lecz każdy dzień nasz to jest bój,
o Twoją radość, uśmiech Twój,
Synku mój...



W Kamiennej dżungli teraz prawa wilcze,
ale z człowiekiem synu, bądź na Ty,
i zyj tak żeby nigdy nikt przez ciebie nie uronił ni jednej łzy.



Z uczciwością zrobić co, w dżungli, w której cnotą zło,
zaciśniętą czci się pięść, 
czy podłości uczyć mam, byś bezbronnym nie był gdy, 
będziesz sam...



W kamiennej dżungli zdrada jest, 
jak letni wiatr i ptaków śpiew.
W kamiennej dżungli strach i ból.
W kamiennej dżungli boli krew.
W kamiennej dżungli wstaje dzień.
będziesz sam, sam, sam, sam...



Sercem synku myśl i patrz, i słysz,
sercem synku czuj i żyj.



W kamiennej dżungli żeby żyć,
nóż w gotowości zawsze miej.
W kamiennej dżungli boli krew.
W kamiennej dżungli wstaje dzień.
będziesz sam...
będziesz sam... 
będziesz sam...
Patrycja Markowska, W kamiennej dżungli blues

wtorek, 3 stycznia 2012

są takie dni i wytrych do wszystkich drzwi w naszym domu...

Są takie dni kiedy bywa źle. Nastrój zmienia się w ciągu 5 minut z bardzo złego na bardzo dobry. Jest się zmęczonym, zniechęconym, ma się dość, ma się żal, jest Ci przykro... Zdarzy się nawet wykrzyczeć parę słów za dużo i już wypowiadając pierwszą literkę tego żałować. A może takie wykrzyczenie też jest dopuszczalne i nawet czasem potrzebne. Bo gdy widzisz żal, miłość i przebaczenie w oczach drugiej osoby i potraficie szybko skończyć i obrócić to w żart to przecież wiecie, że ludzkie uczucia są dla ludzi. 
Jest takie słowo wytrych do wszystkich drzwi w naszym domu, a przede wszystkim do drzwi mojego serca, kochającego choć czasem niedoskonale. Otwórz,bo chcę Cię przytulić. Dobrze... Bo nic nie potrafisz tak dobrze jak przytulać... Pomaga na wszystko... Dziękuję Kochanie... :***

poniedziałek, 19 grudnia 2011

kobieta dziewiętnastowieczna

Dba o ognisko domowe, sprząta, pierze, gotuje. Ma chwilkę dla siebie. Musi zaoszczędzić, żeby kupić mężowi prezent czy zabrać go na randkę. Mąż rano pyta - masz pieniądze? No to już wiem, że sobie poradzisz. Idzie na spacer, na zakupy, do biblioteki. Dobrze jej z tym. Z jednej strony chciałaby sama zarobić na przysłowiowe waciki, a z drugiej... Nie będzie jej się już tak chciało jak pójdzie do pracy. No ale taka kolej rzeczy, trzeba szukać... :)

wtorek, 6 grudnia 2011

Kawałek metalu i kolorowej wstążki...

Jakiś czas temu Król z pomocą Hufca wojsk sprzymierzonych został zgłoszony do odznaczenia, jednego z wielu, jakie nadaje mieszkańcom kraju między Odrą a Bugiem miłościwie nam wszystkim panujący Bronisław Komorowski. Od wypełnienia dokumentów dni stały się krótsze, chłodniejsze, a Król i Królowa, pochłonięci codziennymi sprawami zapomnieli o całej sprawie. Aż nagle w czwartek 1 dnia grudnia, gdy Król jak codziennie pochłonięty był zapewnianiem środków pieniężnych herbacianemu królestwu, a Królowa przygotowywała się na przyjęcie koronowanych głów królestwa kawowego nadbiegł herold i oznajmił, co następuje: "Paweł, własnie się dowiedzieliśmy, Prezydent odznacza cię brązowym krzyżem zasługi. Ceremonia wręczenia odznaczeń w sobotę, na zjeździe ZHP. Jedziesz? Musimy szybko dać odpowiedź". Po krótkiej naradzie, Król z żalem poprosił Królową o odwołanie wizyty gości z północy. Następnie, w wyznaczonym czasie razem z Królową zjawił się w Warszawie, gdzie ubrany w swój mundur stanął w szeregu z innymi odznaczonymi (a przy okazji spotkał dawnych znajomych, z których każdego w przenośni, a jednego dosłownie nazywa bratem). Po ceremonii zjazd toczył się dalej, delegaci obradowali, a Król i Królowa spotkali się z rodziną, (a także z panią Karową), by w niedzielę wrócić do zamku.

czwartek, 1 grudnia 2011

czasu mi trzeba...


W komentarzu u Leszka napisałam : "czasu mi trzeba na te dziwne czasy..." dopiero po Jego odpowiedzi zorientowałam się, że tam jest "śmiechu mi trzeba na te dziwne czasy.." Fakt śmiechu mi trzeba, żeby się nie poddać, nie załamać, nie dać zrobić na szaro. Ale wiecie co? Czasu mi trzeba na te dziwne czasy... Czasu by się nie spieszyć, by się zastanowić, czasu na to co ważne, dystansu do rzeczywistości, a także do tego czego nie mogę zmienić. Czasu mi trzeba w życiu osobistym i czasu mi trzeba w życiu społecznym. Czyżby podświadome skojarzenie na początek adwentu i postanowienie się robi samo...??

niedziela, 20 listopada 2011

jps

Jak przypodobasz się

W ile wstążek swe konie wystroisz
Skąd skradniesz złoty wers
Lub melodię urody jej godną
I zgiełki i cisze w proporcjach złotych skąd



Jak przypodobasz się
Jak to serce leniwe pobudzisz
W co przyobleczesz się
Czyje stroje na kości narzucisz
Sławę, dystynkcję z klapy czyjej



Jak przypodobasz się
Czym żarłoczną jaskinię wypełnisz
Czyj napniesz nocą łuk
Czyją strzałę w jej centrum umieścisz



Uciekaj
Uciekaj
Uciekaj
Uciekaj


Ciąg dalszy zasłuchania w płytę. Dlaczego usilnie staramy się wszystkim przypodobać? Śmiejemy się ze wszystkich dowcipów, nawet gdy obrażają nasze uczucia religijne. Dlaczego boimy się przyznać, że jesteśmy wyjątkowi, nie robimy czegoś tylko dlatego, że tak robią inni. Dlaczego nie jesteśmy asertywni, boimy się odrzucenia przez "nieprawdziwych". Dlaczego palimy, pijemy wódkę, przeklinamy, dlaczego lecimy na czerwonym? Dlaczego się boimy? Dlaczego ubieramy się w to co modne? Dlaczego w niedzielę nie idziemy do Kościoła, a w piątek jemy mięso? Dlaczego tańczymy w rytm muzyki, która nas nie bawi? Dlaczego chcemy się przypodobać? 

środa, 5 października 2011

pani Kasiu dlaczego?

Nowa płyta Kasi Nosowskiej. Pierwsze wrażenie - bardzo mroczna. I pierwsze pytanie - pani Kasiu dlaczego? Chyba nie masz Kasiu takiego życia? Ale Kasia Nosowska jest artystką najwyższej klasy więc trzeba szukać dalej. Bunt? Zbyt dojrzała. karykatura dzisiejszego świata? Może. Na drugie wrażenie przyjdzie pora jak jeszcze posłucham. Tymczasem teledysk. Wrażliwych ostrzegam. Ale na pewno jest w tym artyzm. Choć czasem ciężko od razu zrozumieć. A może nie zrozumieć, co przyswoić? Pogodzić się? 

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

One lovely blog award

W pędzie tego wszystkiego co po ślubie, a przed przeprowadzką do zamku, cosik, żebyście nie myśleli, że opuściłam eter. Nominowana przez Agnieszkę wspaniałą, cudowną, jedyną, muszę wziąć udział w zabawie:

Zatem 7 siedem rzeczy o mnie:
  • jestem szczęśliwą, młodą mężatką
  • mam cudownego męża
  • jestem zakochana na zabój
  • mam superteściów i zajefajnego szwagra
  • przeprowadzam się
  • szukam pracy
  • moja siostra zaanektowała mój pokój, boję się otworzyć szafki :D
A nominacje? Nie będzie. Wybaczcie, ale nie chce mi się. Odpoczywam od kompa i oduzależniam się ;)


    poniedziałek, 11 lipca 2011

    nigdy przedtem, nigdy potem


    I wiem, że mogę, wiem, że mogę, choć mam pod skórą coś jakby strach, a mimo tego wiem, że mogę...
    Stresowała się, uczyła, przewidywała różne scenariusze, aż w końcu nastał ten moment. Jeden z ważniejszych życiowych egzaminów. Parę chwil paraliżującego strachu, przekazanie stresu komuś innemu, proste plecy, uśmiech, kilka kroków, poplątany język i zwycięskie wyjście. Wyniki, prezenty, świętowane,horror, kawa... i dalej?
    Staję naprzeciw świata, za chwilę sprawdzę kto ma rację...
    Świat teraz ją zweryfikuje. Rodzina, praca, zdobyta wiedza, nabywanie doświadczenia. Za chwilę również tu się zacznie... Wielkie wyzwania, wszystko nowe w nowym miejscu i nowej rzeczywistości. Czuje się gotowa i wierzę, że daMY radę!

    Nigdy przedtem, nigdy potem. Niektóre rzeczy w życiu trzeba zrobić - ale tylko raz. Wszystko co z rozumem jest dla ludzi. Co na wieczorze panieńskim, na nim zostaje. A teraz już ostatnie naście dni panieństwa i... niech żyje wolność! :)