Od wczoraj zaczęłam prowadzić
poradnię dla narzeczonych, czyli trzy spotkania z narzeczonymi w tak zwanym
przygotowaniu bezpośrednim. W Poznaniu dwa pierwsze spotkania są zbiorowe,
trzecie jest indywidualne. W parafii, którą objęłam raczej tłumów nie ma, obowiązują
zapisy telefoniczne zatem na wczoraj zapisaną miałam jedną parę.
Ot pierwszy ciekawy przypadek.
Mili, grzeczni ludzie. Radosna, energiczna para. Wchodzą, zaczynają opowiadać o
sobie, dużo mówią, myślę sobie, będzie fajnie, pogadamy, nie będzie sztywno, są
zainteresowani. Są razem od 10 lat, mają 4 letnie dziecko, sprecyzowane plany
na życie, szkoda ich i mojego czasu... Mojego na pewno nie! ( myślę sobie) I po
co to wszystko? Bo oni chcą w godzinę załatwić trzy spotkania? Bo u nich w
parafii tak można. Zatem macie Państwo moje błogosławieństwo, decyzja należy do
Was możecie iść do siebie. Ja nie podpiszę
swoim imieniem i nazwiskiem, że w godzinę jesteście przygotowani do sakramentu
na całe życie. Mimo waszego dużego życiowego doświadczenia, a może właśnie
dlatego, że je macie… Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.