Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

kolory

Natknęłam się ostatnio na fragment artykułu w męskim czasopiśmie o kolorach, które wypada nosić i co wypada łączyć ze sobą w jakim wieku. M.in. było tam napisane, że czerwone trampki po 40stce to już tylko Kubie Wojewódzkiemu wpada Hmm… To spowodowało u mnie refleksję, że wiele rzeczy jest względnych i umownych. Stojąc na przystanku w drodze do domu zastanawiałam się kto i dlaczego takie rzeczy „ustanawia”. Utarło się kulturowo, że czarny to żałobny i smutny, niebieski uspokajający, a czerwony wyzywający natomiast żółty oznacza zdradę. Różowy jest dla dziewczynek, najlepiej głupiutkich blondynek, a mężczyzna w różowym to na pewno homoseksualista. Tylko dlaczego? czy nie mogłoby być zupełnie odwrotnie? Co prawda nie jestem w stanie wyobrazić sobie chłopców w różowych sukienkach i dziewczynek z krótkimi włosami, a różowego jako koloru żałoby,  ale gdyby tak było od wieków?

Do czego zmierzam?  Absolutnie nie do rewolucji  i odwrócenia wszystkiego do góry nogami. I nie wkładajcie moich słów do worka z wszystkim co dotyczy prawa naturalnego bo to zupełnie inna bajka. Podoba mi się tak jak jest. Naszła mnie tylko kolejna refleksja nad światem pod tytułem „jak to wszystko jest stworzone” i „jak to się stało, że jest tak i tak”. Tak jak w szkole się zastanawiałam skąd się biorą nazwy rzeczy tak dziwne(wtedy mi się tak wydawało) jak np.  scyzoryk… ;-) 

sobota, 12 kwietnia 2014

kobiece problemy

Żony od wieków zmagać się muszą z problemami. Problemy te często są trudne, niemożliwe do rozwiazania, wręcz niewykonalne. Jednak żony juz dawno wymyśliły sposób jak radzić sobie z przerastającymi je problemami.  A ten sposób to:... MĄŻ. 

To parafraza z Terrego Pratchetta(gdzie chodziło o oficerów i sierżantów), którą usłyszałam dziś od męża gdy szykując się do mycia okien zastanawiałam się co zrobić z firankami, żeby mi nie przeszkadzały i doszłam do wniosku, że trzeba... je zdjąć. Kochanie... pomóż! 

No co się śmiejecie? Coś inaczej niż u Was? 
A przy okazji - firankom przydało się pranie, wszak umyte okna lepie wyglądają z czystymi firankami. A ile było emocji przy wieszaniu! Ale o tym już wiedzą tylko nasze ściany!

piątek, 27 grudnia 2013

ludzie listy piszą...

Do Św. Mikołaja... A tak! a co! Bo wiecie co? Jak się list napisze to potem są oczekiwane prezenty. Każdy Mikołaj ( i Gwiador) na miarę możliwości się postarał coś z listu wybrać. Król zadbał o podzielenie listu Królowej, Królowa podszepneła Mikołajom list Króla i tak oboje byli zadowoleni, a niespodzianek też nie brakło. Trzeba przyznać, że Mikołaj chojny był w tym roku i dał wiele radości, (np. uzupełniona prawie do końca została Jeżycjada), a i Gwiazdor sprawił takie niesodzianki co innych radowały.
Może prozaiczna to relacja ze Świąt, ale i to było ważne.

Tymczasem Boże Narodzenie w naszych sercach trwa i trwać będzie nadal. Król i Królowa cieszą się z radości spotkań rodzinnych i wspólnego przebywania, krótkich wakacji i wspaniałego czasu. Snują też plany na bliższą i dalszą przyszłość. Królowa ma chęć upiec  rogaliki, bo przecież karnawał, a tymczasem też niedługo Sylwester i Nowy Rok - zapowiada się udana zabawa.

Pochwalę się jeszcze, że ukończyłam staż urzędniczy i czeka na mnie do podpisania umowa na stałę. To duży sulces i krok w przód.

Radości Bożego Narodzenia trwaj! :)

niedziela, 19 maja 2013

nominowana przez Puellę...

... odpowiem, choć nie będę nominować dalej.


1. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa.
Muminki
2. Pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu, to...?
mierzę temperaturę
3. Książka, której nie znosisz najbardziej na świecie.
Kordian
4. Czy lubisz zapach skoszonej trawy? Z czym Ci się kojarzy?
Wiosna! Uwielbiam!
5. W moim domu będzie kiedyś...
Schody na górę i kominek.
6. Czy wierzysz w Boga?
Tak
7. Dlaczego?
Bo Jest.
8. Praca indywidualna, czy w grupie?
W grupie.
9. Anna German, czy Ewa Demarczyk?
Kasia Nosowska.
10. Facebook - ujawniasz się?
Agata Płaczek, Poznań, Poland
11. Twoje pytanie - Twoja odpowiedź :). Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez muzyki.

Ewentualnie jak ktoś chce może na te pytania też odpowiedzieć. :)

Albo na pytania Krzysia bo mi się spodobały ;) 


  1. W którym regionie Polski mieszkasz? - Wielkopolska
  2. Wino czy piwo? - wino
  3. Mecz piłkarski czy film? - film
  4. Najważniejsze wartości w Twoim życiu to... - miłość
  5. Twoja ulubiona czekolada to? - Nadziewane, miętowa, mleczna, biała
  6. Wolisz gotować czy jeść poza domem? - I to i to od czasu do czasu jest dobre. 
  7. Twoja ulubiona forma aktywności fizycznej to... - rower i seks ;)
  8.  Twój stosunek do Kościoła (bez wzg. na wyznanie) określić mogę jako... - to chyba wszyscy wiedzą
  9.  Lubisz śledzie? - tak! 
  10. Wymarzony wyjazd na wakacje to... (miejsce) - Afryka
  11.  Mój nałóg to... jedzenie? 


wtorek, 14 maja 2013

Syndrom sztokholmski


Syndrom sztokholmski – stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją.
Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres oraz rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i wywołania u nich współczucia.

Słuchałam sobie w pracy muzyczki. Najpierw był Kazik na żywo, potem Strachy na Lachy, i trzy teksty ułożyły mi się w całość. Do napisania tej notki zainspirował mnie cytat "Mieszkam w całkiem innym miejscu Polski i cierpię na syndrom sztokholmski". Na szczęście wiedziałam co to jest i dlatego zwróciłam na to uwagę. Należę do osób optymistycznych i staram się nie narzekać, a jednak gdyby ludzie w Polsce wyszli na ulice w ramach protestu, wyszłabym z nimi. Nie będę pisać co mi się nie podoba, co mnie frustruje, dlaczego uważam, że mamy wszyscy pod górkę bo chyba też to widzicie. Nie chcę siebie i Was dobijać, dołować. Zostawiam Was z piosenkami. Mnie pomagają one rozładować napięcie, może i Wam pomogą. 

Chory na wszystko - z tej pochodzi cytat
Żyję w kraju - dużo wulgaryzmów, ale sama prawda w tekście
Plamy na słońcu - dość luźno skojarzyło mi się tematycznie

niedziela, 10 marca 2013

tydzień nowego

I znów nowość. Stwierdzam, że mam bardzodynamkczne życie. Pozornie codzziennie to samo, ale tylko pozornie. Wciąż zmiana, wciąż coś się dzieje. Na każdej płaszczyźnie. 
Tym razem zawodowo. W kóncu dostałam prawdziwy własny etat. Już nie zastępstwo, umowa o pracę, co prawda na rok, lecz tak to wygląda w sądownictwie. Jest to tak zwany staż urzędniczy po którym egzamin i umowa na stałę. A póki co jestem przydzielona do jednego wydziału(bardzo ciekawego), w kócu do jednego Sędziego (fajna babka, chyba się dobrze dogadamy, a co najważniejsze będziemy po tej samej stronie). Międzyczasie raz na miesiąć będą szkolenia teoretyczne i praktyczne, żeby poznać specyfikę każdego wydziału i dobrze przygotować się do egzaminu. 
Za mną pierwszy tydzień, poczucia lekkiego zamieszania i dezorientacji, nieznajomości imion i głosów, a przede mną następny tydzień już lepszego ogarnięcia. Zamierzam też zrobić coś by nauczyć się wszystkich imion - słodkie coś ;) A potem? Następny tydzień, następny, następny... Myślę, że to miejsce dla mnie. 

niedziela, 10 lutego 2013

Diana Barry

Diana Barry – postać z serii Ania z Zielonego Wzgórza, najlepsza przyjaciółka Ani. Czarnowłosa dziewczynka z rodziny państwa Barry. Zwykła, sympatyczna, dobrze wychowana. Pochodziła z licznej rodziny. Jej życiowy cel to posiadanie domu przypominającego rodzinny, chciała prowadzić spokojne życie. Nie miała większych aspiracji i ambicji. Ukończyła szkołę w Avonlea, rodzice nie chcieli jej dalej kształcić, chcieli by Diana była wzorową żoną i matką. Wyrosła na piękną zgrabną, chociaż z pewną skłonnością do tycia, kobietę. Miała nawet swoich wielbicieli, jej uroda robiła na chłopcach duże wrażenie. Została żoną Alfreda Wrighta, z którym miała troje dzieci: Freda, Annę Kordelię i Jacka.

Powyższy tekst z wikipedii. 

Dlaczego?

Któregoś dnia w pracy koleżanka powiedziała, że od razu jak mnie zobaczyła to skojarzyła sobie mnie z Dianą najlepszą przyjaciółką Ani. Dotąd na to nie wpadłam, lecz miło mi się zrobiło. Lubię Dianę i chciałabym się przyjaźnić z Anią. Jak się bliżej zastanowić to w pierwszych książkach serii byłabym bardziej podobna do Diany. A później? Ania i Diana dorosły, obie założyły rodziny, Diana już mniej w ksiażce występowała, więc to Ania była mi bardziej bliska. Gdzieś tam w głębi duszy chciałabym stworzyć swoją opowieść umiejscowioną pomiędzy Avonly, a poznańskimi Jeżycami. Jestem rozerwana pomiędzy Blythe'ami, Wright'ami i Borejkami. Być może wciąż jeszcze gonię za własną bajką. Nie pomyślcie, że żyję marzeniami i nie mam własnego życia. Są to po prostu cząstki mojej duszy, z których staram się złożyć całość. A co z tego wyjdzie? Powieści raczej nie będzie, lecz może stanę się też dla kogoś inspiracją? 


środa, 30 stycznia 2013

partnerskim związkom stanowcze... TAK!

O, niespodzianka! Refleksje na temat wschechobecnego tematu, jakie mi się nasunęły. No bo właściwie... 
Co to jest?
  • mąż zmywa naczynia bo lubi, a żona nie musi bo nie lubi,
  • żona gotuje bo lubi i ją to odpręża, mąż po przyjściu  z pracy ma gotowy domowy obiadek, 
  • mąż wyrzuca śmieci, żeby żona się nie pobrudziła, nie zmarzła, nie poślizgnęła,
  • żona prasuje,
  • sprząta mąż albo żona no bo zależy kto ma więcej czasu, jest zdrowy, w lepszym nastroju, czy są sprzyjające okoliczności,
  • nikt nikogo do niczego nie zmusza, 
  • i mąż i żona komunikują swoje potrzeby,
  • podział obowiązków jest przeważnie stały i elastyczny w razie potrzeby,
  • proporcje rozmowy, seksu, wspólnego i odrębnego czasu są idealne, 
  • nie ma nieuzasadnionych podejrzeń,
  • nie ma powodów do niuezasadnionych podejrzeń, 
  • jest miłość, jedność, wierność, uczciwość, szczęście,
  • ...
Nic innego jak związek partnerski! A więc? Takim związkom partnerskim stanowcze TAK! 

Jednego w całym zamieszaniu nie rozumiem - po co parom heteroseksualnym ustawa o związkach partnerskich? Nie wystarczy im ślub? (cywilny)
A parom homoseksualnym? I tu już stanowcze nie. Ale nie o tym jest notka. 

wtorek, 8 stycznia 2013

mieć swoje miejsce

Dostałam dziś pieczątkę ze swoim imieniem, nazwiskiem i stanowiskiem Ucieszyłam się jak dziecko, choć uświadomiło mi to jedną rzecz. Przypomniałam sobie jak moja siostra zaraz po mojej wyprowadzcce zaanektowała mój dawny pokój. Podpisała wtedy biurko i tablicę korkową, oraz mówiła "nie bałagańcie w MOIM pokoju!". Poczuła, że ma miejsce do którego przynależy. Mnie dotychczas trochę brakowało tego w pracy. Nie miałam do końca ustalonych obowiązków na zasadzie, że wiem co będę robić jutro, zawsze to była dla mnie niewiadoma. Teraz mniej więcej wiem co czeka mnie na drugi dzień, mam numer telefonu, który odbieram, mam pieczątkę, szafę. Wiem do czego przynależę. 
Podobnie jest z parafią. To z kolei refleksja związana z dzisiejszą wizytą duszpasterską w naszym domku. Od kiedy tu zamieszkaliśmy i pierwszy raz psozliśmy na mszę do naszego kościoła parafialnego poczuliśmy, że to jest nasz Kościół, nasza wspólnota. Trafiliśmy na wspólnotę ojców Pallotynów i bardzo dobrze zorganizowanego proboszcza. Mamy łady, zadbany kościół i piękną szopkę. Lubimy tam chodzić, nie uciekamy. Jest dobrze. 

sobota, 5 stycznia 2013

Sylwester z 7

Dużo lepszy niż sylwester z jedynką, dwójką, polsatem. Świetni, przyjaźni, zabawni ludzie z fantastycznymi pomysłami. Dobra organizacja i podpisane kubki. Fantastyczne jedzenie. Ładne dekoracje. Odliczanie do północy i zabawa do samego rana. Podsumowania, refleksje, rozmowy. Tańce, układy, integracja, akceptacja, śmiech, żarty. Nowi i starzy znajomi. I nadzieja na więcej. Gdzie to wszystko? Na Sylwestrze z siódemką czyli poznańskim hufcem ZHP. Kiedy? 4/5 stycznia 2013r. Niemożliwe? a jednak! I ja tam byłam sok i herbatę piłam i świetnie się bawiłam. 

niedziela, 30 grudnia 2012

po adwencie, po Bożym Narodzeniu, przed Sylwestrem i Nowym Rokiem

Chyba byłam w tym roku wyjątkowo grzeczna. A i adwent musiał minąć nieźle. Dostałam górę prezentów i to w dodatku wszystkie wymarzone. Część z "listu do Mikołaja", część wymarzone, niewypowiedziane, część załatwiłam sama, inne jeszcze w drodze do mnie - więc będzie przedłużona radość - już nie mogę się doczekać by upiec muffinki nie z proszku. 
Boże Narodzenie Król i Królowa spędzili u jednych rodziców, gdyż drudzy wyjechali daleko w świat. Było bardzo miło, przytulnie, ciepło (wewnętrznie i zewnętrznie). Był też wypad na chrzciny dziedzica Królestwa Kawowego. Karmienie Królika z doskoku też się udało. Były też decyzje i postanowienia na czas dalszy i bliższy. Na razie Król z Królową mają nową zabawkę, a później? Się zobaczy ;) 
Królowa pracuje(choć jutro trochę krócej), Król ma jeszcze 2 dni wolnego. 
Dobrze wykorzystajcie ten rok, coby następny był jeszcze wspanialszy!

piątek, 14 grudnia 2012

Adwent

Chwalę sobie studiowanie na Wydziale Teologicznym. Myślę, że miało to duży wpływ na mój rozwój religijny, który według naukowców jest najpóźniejszy - około dwudziestego któregoś roku życia kształtuje się ostatecznie postawa religijna. We wszystkim co mnie spotkało przez 5 lat studiowania były też kolejne adwenty co i rusz inaczej przeżywane. Jutrznia, roraty, rekolekcje, śniadania i dyskusje. To wszystko sprawiło, że każde z moich ostatnich Bożych Narodzeń było inne i w inny sposób dla mnie prywatnie narodził się Jezus. Jedno co dziś szczególnie pamiętam to moment gdy po bardzo ciemnym (pozornie) wewnętrznie adwencie spojrzałam w oczy mojemu tacie przy dzieleniu się opłatkiem. Inne wspomnienie (odtworzone na podstawie starego bloga przy okazji jak onet przeniósł go na nową platformę) to Boże Narodzenie bez mojego, wtedy przyszłego, męża, kiedy czułam, że "domek nie jest w domu". Tym razem adwent pod znakiem zmiany pracy, nowych emocji, stresów, godzin zbyt wczesnych by iść na roraty oraz niemal równocześnie przyjazdu i pobytu Dziadków. Pojutrze trzecia niedziela adwentu co skłoniło mnie do refleksji czy nie zmarnowałam czasu. Czy wywieszenie i odcinanie dzwonków oraz spowiedź to nie za mało? Jednak bilans na dziś jest pozytywny. Odkryłam po co to wszystko było dla mnie  ( bo dla każdego z nas i wszystkich razem jeszcze inne korzyści by można było wyliczyć)- w zmaganiu się z samym sobą i dążeniu do świętości. Trening cierpliwości, wytrwałości, panowania nad sobą, wyrozumiałości i akceptacji niezmienialnego jest w toku. Postęp? 80 procent. Oby tak dalej! Czego i Wam życzę!

poniedziałek, 12 listopada 2012

Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan

Czyli najnowsza płyta HEY. To w końcu do kogo? Zamieszczam listę utworów z przekierowaniem do tekstów i subiektywną interpretacją do kogo są kierowane. Zachęcam do wczytania się, choć lepiej do wsłuchania :)

1. Wieliczka - do tych, którzy nie mają czasu dla siebie i pedzą szybciej niż rozwój
2. Co tam? - do pędzących, nie mających czasu na odpoczynek
3. ... że się Kupidyn Tobą interesuje - do mylących miłość z innymi stanami
4. Woda - do tych co duszą emocje w sobie
5. Lilia, kula i cyrkiel - do dzieci
6. Podobno - do narzekających na szarość i powtarzalność
7. Wilk vs. Kot - do tych co nie wiedzą, że nie depcze się miłości
8. Bez chorągwi - do szeroko zamkniętych na wszystko
9. Lot pszczoły nad tymiankiem - do tych co pędzą w wyścigu szcurów
10. Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan - do tych co nie znają swojej wartości
11. Z przyczyn technicznych (feat. Gaba Klulka) - do tych co wkładają maski

środa, 24 października 2012

Idealna kura domowa bez ambicji czy Stepfordzka żona?

Zwlekałam z pisaniem notki bo chciałam najpierw przypomnieć sobie film Żony ze Stepford. A to wszystko pod wpływem fragmentów notki Marty i niektórych komentarzy tutaj. Marta zainspirowała mnie do przemyśleń i swego rodzaju odpowiedzi. I mimo, że się nie zgadzamy (prawdopodobnie jeszcze z paroma osobami czytającymi mojego bloga) to takie wymiany zdań, poglądów, odpowiedzi uważam za cenne i budujące. Marta - nie chcę wykazać, że nie masz racji. Chcę spisać parę myśli, które powstały pod wpływem Twojej notki i filmu, który niechcący mi poleciłaś.
Czy gdyby była możliwość to przeprowadziłabym się do filmowego Stepford? czy gdyby w Polsce "kura domowa" była zawodem, zostałabym w domu? Tak. Czy nie mam ambicji? Czy nie mam poczucia własnej wartości? Mam. Filmowe Stepford pokazuje wiele wątków, zwraca uwagę na wiele rzeczy. Piękna sielanka, idylla, utopia, która nie miała prawa się udać. Spełnienie marzeń wielu kobiet o męskich, szczęśliwych mężczyznach i pięknych, kochanych żonach. Można odnieść wrażenie, że to mężczyźni czuli się zagrożeni przez kobiety odnoszące większe sukcesy od nich, jednak okazuje się, że to jedna kobieta chciała stworzyć świat idealny, w którym nie byłoby zdrad, poczucia zagrożenia, walki o byt, prześcigania się, świat, w którym wszyscy byliby szczęśliwi. To nie miało prawa się udać, nie miało racji bytu. Nie wszyscy możemy żyć tak samo. 
A jednak każdy z nas dąży do jakiegoś ideału. Czy jest on do osiągnięcia? Życie pokaże.
Dlaczego dla mnie kusząca jest perspektywa Stepford? Bo gdyby je trochę udoskonalić... Nie nie chciałabym stworzyć takiego miasteczka, ani idealnego świata dla wszystkich. Ale mogłabym przenieść je do własnego domu. Gdyby mój mąż, mądry, inteligentny wykształcony człowiek miał perspektywę zadowalającej go pracy, a ja opłacone składki emerytalne i realną pomoc ze strony Państwa byłabym pierwszą, która by się zgłosiła zostać "Stepfordzką żoną". Nie robotem bez ambicji, emocji i uczuć, ale kochającą żoną i matką, stwarzającą ciepło ogniska domowego, mającą swoje zainteresowania i realizującą je w godzinach kiedy zadowolony mąż wracał by z pracy i najedzony pysznym obiadkiem zostawał z dziećmi  przy cieple kominka. Albo w godzinach kiedy dzieci byłyby w przedszkolu, szkole. Czy nie mam wyższych ambicji, marzeń? Czy to nie płytkie? Czy to moje jedyne oczekiwania od życia? Nie! A dlaczego o tym ciągle piszę? Może to jest dla mnie ważne? 
Dość długi już ten tekst, może będzie początkiem następnej notki o zupełnie innych marzeniach, ambicjach. Może. Może będzie niezrozumiały lub tendencyjny (?). Ale mój! I tyle!

piątek, 12 października 2012

dochodzenie do siebie

Dwa tygodnie bez kompa. Tydzień na L4. Powoli dochodzę do siebie. Zaczynam z zapałem robić to co przez parę dni przychodziło z trudem. I choć za oknem bardzo zimna jesień, to ja się nie poddam. Nie lubię chorować, ale trzeba było swoje w domu odsiedzieć, żeby nie rozchorować się na dobre. Tym bardziej, że nie można było przegapić nadchodzących wydarzeń, zaplanowanych wyjazdów. 
Bez kompa z kolei bo był w naprawie. Były momenty bardzo fajne - rozmowy, gry, krzyżówki. Były trudniejsze - snucie się bo czegoś brak. Cóż chyba jest coś w tym uzależnieniu od komputera, Internetu, a może seriali? I staje mi też przed oczami obrazek z "Odlotu". Skarbonka na podróże, rozbijana w różnych nagłych potrzebach. Ale czyż mimo wszystko nie zapełniamy wciąż naszej wielkiej księgi przygód? Wszak dobrze, że ta skarbonka w ogóle była.
Nadrabiam więc zaległości. Czytam Was, choć nie zawsze skomentuję. Ale jestem :) Cieszycie się? Ja tak! :)

sobota, 8 września 2012

niezbadane są ścieżki Pana

Chciałam się podzielić z Wami dwoma, krótkimi wydarzeniami.

W tej samej poradni, o której w poprzednim poście, jeszcze chwilę przed tamtymi wydarzeniami, a mianowicie przed wejściem. Klucze mam, instrukcję otwierania też, nie było tylko osobistej próby i to był błąd. Stoję, męczę się i nie mogę otworzyć. Dobrze, że  byłam wcześniej bo inaczej klapa na całego. Męczę się i męczę - sięgam do torebki - jeszcze tego brakowało - zapomniałam telefonu - i kto mi teraz pomoże? Co można zrobić w takiej sytuacji? Myśl! Mam! Na pewno pomoże mi jakiś święty! tylko jaki? Wiem, no przecież - św. Piotr! zatem pomóż Piotrze! I co? Idzie sobie pan, rozpoznałam w nim kościelnego - chwała Panu, jestem uratowana! A co jak mnie nie pozna i nie wpuści? Spróbujmy - Szczęść Boże - czy może Pan mi pomóc? Tak? Dziękuję bardzo, o jakie to proste! 

A dziś? Postanowiłam pójść na mszę świętować urodziny Matki Bożej. Ponieważ to soboto, nie wstawałam o świcie, pójdę wieczorem pomyślałam. Zapomniałam tylko, że Kościół wieczorną mszą świętą sobotnią świętuje już niedzielę. Pomyślałam sobie najpierw - no tak - jutro znów to samo, te same czytania, szkoda trochę, tak lubię Matkę Bożą, lecz... Wychodząc już wiedziałam, że to był prezent dla mnie na urodziny - wszak niedzielna msza święta jest bardziej uroczysta - dzięki Ci Panie! :)

czwartek, 6 września 2012

Przygotowanie do małżeństwa


Od wczoraj zaczęłam prowadzić poradnię dla narzeczonych, czyli trzy spotkania z narzeczonymi w tak zwanym przygotowaniu bezpośrednim. W Poznaniu dwa pierwsze spotkania są zbiorowe, trzecie jest indywidualne. W parafii, którą objęłam raczej tłumów nie ma, obowiązują zapisy telefoniczne zatem na wczoraj zapisaną miałam jedną parę.
Ot pierwszy ciekawy przypadek. Mili, grzeczni ludzie. Radosna, energiczna para. Wchodzą, zaczynają opowiadać o sobie, dużo mówią, myślę sobie, będzie fajnie, pogadamy, nie będzie sztywno, są zainteresowani. Są razem od 10 lat, mają 4 letnie dziecko, sprecyzowane plany na życie, szkoda ich i mojego czasu... Mojego na pewno nie! ( myślę sobie) I po co to wszystko? Bo oni chcą w godzinę załatwić trzy spotkania? Bo u nich w parafii tak można. Zatem macie Państwo moje błogosławieństwo, decyzja należy do Was możecie iść do  siebie. Ja nie podpiszę swoim imieniem i nazwiskiem, że w godzinę jesteście przygotowani do sakramentu na całe życie. Mimo waszego dużego życiowego doświadczenia, a może właśnie dlatego, że je macie… Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

środa, 18 lipca 2012

Julia na balkonie


Zadzwonił budzik. Nie chciało jej się wstać. „Nie będę Julią wierną na balkonie…” Wstaje, choć jej się nie chce. Ledwo widząc idzie pod prysznic. O tak, jak przyjemnie, można się obudzić, może się jednak zachce. Do kuchni na śniadanko, przez okno jaka pogoda. Zapakować kanapki, wysuszyć włosy i na rower! O tak! Można się do końca obudzić i do obowiązków przystąpić z radością. Dziś sala. To lubi. Zresztą lubi już wszystko, bo czuje się dość pewnie. Budynek duży, ładny, pomieszczenia w dobrym stylu, można się poczuć jak w pałacu. Idzie po schodkach, balkonik, wywołuje: …. Ale nie woła Romea, chwilowo czar pryska. Rzeczywistość jest ciekawa choć niezbyt pogodna, a zakończenie? Już sama nie wiem czy mniej czy bardziej drastyczne jak w znanym wszystkim dramacie.

wtorek, 12 czerwca 2012

Dobrze jest mieć coś stałego...

Męża, uczucia, porę wstawania, porę kładzenia, obowiązki. Ułożony harmonogram dnia, sprawdzone sposoby radzenia sobie np. z obiadem na czas, zakupami, zapasami i czasem wolnym oczywiście. Jest mimo natłoku zajęć i pędzącego czasu poczucie spokoju. Jest radość i satysfakcja mimo, że nie chce się wstawać jak dzwoni budzik. Dobrze jest mieć zaplanowane powiedzmy 3/4 dnia - bo przecież zawsze może coś wyskoczyć, nie ma się co wtedy stresować, tak też jest dobrze!

czwartek, 22 marca 2012

Droga Krzyżowa

Jak na razie byłam tylko raz w tym roku. Byliśmy razem i to jest najważniejsze. Czy mało? A może dużo? Nie chciało mi się... Nie mogłam się skupić... A jednak wyszłam do domu pełna radości. Następnym razem chciałam iść, lecz... Wieszaliśmy suszarkę w łazience, szło sprawnie, dobrze, do czasu... Już wiedziałam, że nie zdążę... Zaczęłam się zastanawiać czy mąż poradzi sobie sam bo przecież i tak nie bardzo możemy się porozumieć... Wściekamy się o byle co... Zostałam... W innym miejscu mieszkania zajęłam się poszukiwaniem rozwiązania do dalszego etapu... Znalazłam... Końcówkę zrobiliśmy razem, już w harmonii... I tak to było z tą naszą drogą krzyżową, we dwoje, ukrzyżowaliśmy się dla siebie i zmartwychwstaliśmy... Podejść było jeszcze dwa... Żadne nie skończyło się w kościele... Lecz nie żałuję, bo poświęciłam coś dla czegoś innego, miałam swoją własną drogę krzyżową, z której potrafię wyciągnąć wnioski. Przede mną jeszcze dwie szanse... Nic nie obiecuję... Radość będzie większa z braku przymusu....