Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 grudnia 2011

gdy się narodził i postanowienia noworoczne...

Gdy już wszystko było prawie gotowe, stół nakryty, przebieranie w odświętne ubrania w toku, usiadła na chwilę na kanapie. Jak wspaniale mieć dwie rodziny. Tam pewno też się szykują, spieszą, czekają. Kiedy podzielili się opłatkiem i usiedli do dwóch Wigilii. Wtedy właśnie się narodził. 

Dojrzałam właśnie do tego, że postanowienia noworoczne trzeba podejmować dojrzale. Żadnych tam "będę" "nie będę" wypowiadanych w myślach. Należy usiąść, podzielić życie na części i do każdej z nich coś wypisać, koniecznie z terminem realizacji. Potem często do tej listy zaglądać, a na koniec roku sprawdzić, które przechodzą dalej, a które trzeba zweryfikować. Lecz to nie dla mnie. Nie potrzebuję robić postanowień. Potrzebuję żyć i na bierząco decydować co jest ważne dziś. Jestem szczęśliwa, spełniona w życiu, a to czego mi potrzeba... Przyjdzie. Jeśli rzeczywiście będzie mi potrzebne. 

Być może trochę nieuporządkowane dla Was te myśli. Dla mnie uporządkowane i tym razem to najważniejsze.

piątek, 22 kwietnia 2011

Święta, święta...

Mówimy "nie lubię świąt bo się trzeba natyrać, a potem rach ciach, wszystko zjedzone i znów bałagan...". Całe to zamieszanie nas denerwuje, kolejki w sklepach, pędzimy, wyprzedzamy się w wyścigu po koszyki, kto więcej kupi, dla kogo nie starczy chleba z makiem. W domach się przekrzykujemy, to jeszcze nie zrobione, tamto... Na pewno z niczym nie zdążymy, na pewno ktoś zauważy jakąś zakurzoną powierzchnię. A tymczasem mamy już Triduum Paschalne, nie mniej ważne od samej Wielkanocy, a może nawet ważniejsze. Bo gdybyśmy w tych całych "przygotowaniach" zatrzymali się na chwilę by świętować, raz że wszystko szło by dużo lepiej i spokojniej, dwa, że mielibyśmy czas by zauważyć o co chodzi. Zapytacie co świętować? Ostatnią wieczerzę? Śmierć na krzyżu? Złożenie do grobu? Jeszcze nie jest za późno. Ubierz się odświętnie, odłóż te gary, szmaty odkurzacze i idź. Czy jesteś gotowy to ujrzeć?

wtorek, 5 kwietnia 2011

syndrom maturzysty...

Wiosna, słońce, uczyć się nie chce. Kończysz już szkołę i myślisz tylko o najdłuższych wakacjach w swoim życiu lub o czekających Cię zmianach, wyzwaniach, planach. Jeśli do tej pory pilnie chodziłeś do szkoły, to korzystasz z tego, że nie musisz nic nadrabiać z ostatnich chwil kiedy jeszcze można pójść na wagary. Jeśli natomiast dużo opuściłeś masz teraz zaległości i nadrabiasz, denerwujesz się kiedy potrzebnego Ci nauczyciela nie ma w szkole.

W innych chwilach życia też tak bywa. Jesteś pilny, ambitny, odpowiedzialny. Jednak przychodzi potrzeba buntu, może zmęczenia, chęć odpoczynku, odskoczni lub po prostu skorzystania z życia, ostatnich podrygów młodzieńczej wolności, jakiegoś wybryku, czegoś czego potem w tak zwanym "dorosłym" życiu już nie da rady. Bo przecież od pracy nie ma wagarów, a co najwyżej zwolnienie i to nie zawsze możliwe, nie ma też wagarów od wychowywania dzieci, robienia zakupów czy sprzątania. A może to potrzeba zerwania z robieniem czegokolwiek tylko z poczucia obowiązku, z przyzwyczajenia. 

I tak mamy też Wielki Post. Zrywamy z naszymi przyzwyczajeniami. Rzecz jasna, z tymi złymi, dobre należy pielęgnować. Lecz może czasem wywrócenie wszystkiego do góry nogami, droga pod prąd, początkowo wybrana dla przyjemności, nie jest wcale takie złe? 

To już niech każdy zdecyduje sam. Jaką drogą, bo nie ma jednej słusznej. Ważne by iść. I by dojść do celu. A cel jest jeden.

wtorek, 8 marca 2011

na początek...

Na razie minimalizm. Pewno się jeszcze pobawię, ale kiedy indziej.
Tymczasem idę zaparzyć herbatę.