Dwa tygodnie bez kompa. Tydzień na L4. Powoli dochodzę do siebie. Zaczynam z zapałem robić to co przez parę dni przychodziło z trudem. I choć za oknem bardzo zimna jesień, to ja się nie poddam. Nie lubię chorować, ale trzeba było swoje w domu odsiedzieć, żeby nie rozchorować się na dobre. Tym bardziej, że nie można było przegapić nadchodzących wydarzeń, zaplanowanych wyjazdów.
Bez kompa z kolei bo był w naprawie. Były momenty bardzo fajne - rozmowy, gry, krzyżówki. Były trudniejsze - snucie się bo czegoś brak. Cóż chyba jest coś w tym uzależnieniu od komputera, Internetu, a może seriali? I staje mi też przed oczami obrazek z "Odlotu". Skarbonka na podróże, rozbijana w różnych nagłych potrzebach. Ale czyż mimo wszystko nie zapełniamy wciąż naszej wielkiej księgi przygód? Wszak dobrze, że ta skarbonka w ogóle była.
Nadrabiam więc zaległości. Czytam Was, choć nie zawsze skomentuję. Ale jestem :) Cieszycie się? Ja tak! :)